Urywek powieści psychologiczno obyczajowej: PRZEMALUJ TEN OBRAZ
„Chłodny dotyk uciekającej myśli wciąż trwał na straży, bo i jakże mogło być inaczej? Wciąż się o nią przecież martwiła, a psychikę znowu toczył robak, nękając niewytłumaczalnymi lękami. Zawsze, w takich momentach jej życia, gdy myśli krążyły przerażone, przychodziły wizje.
…Złote loki Kasi rozrzucone na drodze, przerażający zgrzyt hamulców, odlatujące koło czarnego samochodu, potworny huk, eksplozja szkła…Łoskot ten sprawił, że obudziła się owianą grozą. Dźwięk zdawał się oddalać, ale przenikliwy blask rozświetlił już ślepą twarz nocy.
Nie zmrużyła oka do białego rana, próbując przemalować ten obraz. Była tak udręczona, że nie potrafiła się skupić, nie potrafiła dobrać odpowiedniej farby. Ciągle przychodziła ta…czerwona, jak krew…złota jak loki Kasi…czarna jak duży osobowy samochód, który z łoskotem przemieszcza się wprost na dziecko. Nie działają hamulce. Odpada koło.
Siedziała w tępej zadumie, wstrząsana dreszczami i odbijając martwą pustkę swego rozbitego wnętrza. – Nie, nie…nie Kasia… – żebrała, zasłaniając oczy rękoma.
Jak by ją uchronić od tego, co miało się zdarzyć? – myślała gorączkowo. Och, jak bardzo nienawidziła tej wizji i siebie takiej nieporadnej i bezsilnej. Pod opuszczonymi powiekami czuła pulsowanie grozy, wychylającego się języka krwi, które tkwiły mocno i nie sposób było je stąd wyrwać. Pojawiały się zawsze złowrogą wizją, korzystając z każdej chwili słabości, chociaż Bóg jeden wie, jak bardzo starała się je zepchnąć w niepamięć. – Napraw ten cholerny samochód kimkolwiek jesteś ! Napraw go! Dokręć koło! Napraw hamulce…
– Tato, czy możesz mi jakoś pomóc?
Spoglądał na nią z troską w oczach. Nic nie mógł zrobić. Ona też, choć rozpaczliwie szukała światła, bodaj promyka nadziei, nic nie mogła, jak rozpaczliwie malować obrazy różową farbą. Rozmywały się. Dobrze już wiedziała, że przeznaczenie jest jak raz wydany wyrok, a tylko kwestią czasu jest, kiedy pójdzie do realizacji.
Co mogła zrobić, jak tylko zadzwonić do Barbary i upewnić się, że wszystko jest w porządku i z nią i z Kasią?
– Jak się czujesz? A co Kasieńka? – spytała niespokojnie.
– Wszystko ok. – Głos Barbary jednak nie był radosny.
– Wszystko?
– Z Kasią tak, ale Andrzej znowu wyjechał…
– Do Piotrusia?
– Tak…
Anna miała wrażenie, że Baśka płacze. – Mam przyjść do ciebie? – spytała cicho.
– Teraz nie. Wychodzimy z domu. Może innym razem – odpowiedziała stłumionym głosem.
I zrobiło się przykro. Bardzo przykro. – Barbara nie chciała jej widzieć, więc pewnie znowu miała duże kłopoty i wstydziła się tego. I znów taniec myśli szalony. Napraw chłopie ten samochód! Napraw go! Tu, niedaleko jest warsztat! Bo będzie nieszczęście.
Osowiała, usiadła przy oknie spoglądając w chmury. – A ty Waldek, co robisz? Dlaczego nie dajesz znaku życia?
– Mam wrażenie, że coś cię niepokoi? Czy tak, córeczko? Pewnie znowu myślisz o Basi… – Mama Anny bezbłędnie odczytywała jej myśli, przytulając ją do siebie.
– Miałam znów sen. Niedobry sen o Kasi. Tak się o nią boję … czarny samochód, zepsuty…Mamo, ile jest w naszym małym mieście czarnych samochodów? To chyba był duży fiat…Pan Kwiatkowski ma chyba taki samochód?
– Cóż ty opowiadasz dziecko? – zmartwił się ojciec.
– A możesz go zapytać, czy sprawny ten samochód?
– Daj spokój Anulko, to tylko sen…
– Ale możesz go zapytać? Niech odda do warsztatu… tak się boję…
` – Spróbuj zasnąć ze śmiechem. Zepchnąć wszystkie tragedie Basi w przepaść, wyrzucić ten sen nieprawdziwy ze swojego życia i z pamięci. Doskonale to już umiałaś – przekonywał ją. Zaglądnij do podręczników, do ćwiczeń – powiedział niepewnie ojciec. – Idź do kina na dobrą komedię, pośmiej się, bądź poczytaj coś zabawnego. Zaraz coś ci wyszukam, albo nie, opowiem ci kilka nowych kawałów, są świetne. Wieczorem, w łóżku powtórz je sobie, odtwórz w swojej mądrej główce i śmiej się. Dużo się śmiej – przypominał, spoglądając z udawaną wesołością.
On nie potrafił być wesoły, a co dopiero ona? Boże! Jak to zrobić? – myślała w panice. Tak bardzo się przecież stara…I nic!
Te wściekłe myśli atakują jak ogłupiałe. Nie sposób je wyrwać! Jej ciało wypełniła namacalna trwoga, obezwładniająca i dusząca. Zepsuty samochód Kwiatkowskiego, albo inny. Musi to sprawdzić. Musi sprawdzić…”
Od początku moim zamiarem było, aby dostęp do tej strony pozostał zawsze bezpłatny. Tak, jak i dostęp do wszystkich zamieszczanych tu tekstów.
Pierwotnie strona ta miała on należeć do SDS-u, potem do OSDS-u. Ale stało się inaczej i nie czas wracać do przeszłości.
Nie planuję żadnych ograniczeń dostępu ani żadnych opłat. Ale niestety, są i koszty prowadzenia tej strony. Dlatego, po 7-miu latach pisania, jeśli chcielibyście nas/mnie wesprzeć swoją dobrowolną wpłatą dowolnej wielkości/wysokości, to będzie mi/nam bardzo miło.
Wasze wsparcie będzie jednocześnie wsparciem naszego "wolnego słowa" w branży, choć zapewne pomoże w oczekiwanym rozwoju naszej strony. A plany mamy ambitne i ciekawe.
Jeśli się zdecydujecie, to bardzo proszę o wpłatę/datek na podane poniżej konta bankowe.
Z góry dziękuję za Wasze życzliwe wsparcie!
R. Błażej Kowalski
vel dziadek Piotra ("dP")
R. Błażej Kowalski,
Nazwa banku: PKO BP,
Tytuł wpłaty: na rozwój Informatora,
Nr konta 24 1020 3017 0000 2802 0073 3170
Redakcja
Tytuł
„Informator insp. UDS-a”
Adres siedziby redakcji
64-920 Piła, ul. Wenedów 7/15
Redaktor naczelny
Romuald Błażej Kowalski, ur. 27.01.1952 r. Wolsztyn; PESEL 52012713096, obywatelstwo Polska; zam. ul. Wenedów 7/15, 64-920 Piła
Wydawca
Romuald Błażej Kowalski, zam. ul. Wenedów 7/15, 64-920 Piła
Używamy plików cookies w celu optymalizacji naszej witryny i naszych serwisów.
Funkcjonalne
Zawsze aktywne
Przechowywanie lub dostęp do danych technicznych jest ściśle konieczny do uzasadnionego celu umożliwienia korzystania z konkretnej usługi wyraźnie żądanej przez subskrybenta lub użytkownika, lub wyłącznie w celu przeprowadzenia transmisji komunikatu przez sieć łączności elektronicznej.
Preferencje
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosi subskrybent lub użytkownik.
Statystyka
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych.Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania do sądu, dobrowolnego podporządkowania się dostawcy usług internetowych lub dodatkowych zapisów od strony trzeciej, informacje przechowywane lub pobierane wyłącznie w tym celu zwykle nie mogą być wykorzystywane do identyfikacji użytkownika.
Marketing
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest wymagany do tworzenia profili użytkowników w celu wysyłania reklam lub śledzenia użytkownika na stronie internetowej lub na kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.
lip 3 2022
„PRZEMALUJ TEN OBRAZ”
Urywek powieści psychologiczno obyczajowej: PRZEMALUJ TEN OBRAZ
„Chłodny dotyk uciekającej myśli wciąż trwał na straży, bo i jakże mogło być inaczej? Wciąż się o nią przecież martwiła, a psychikę znowu toczył robak, nękając niewytłumaczalnymi lękami. Zawsze, w takich momentach jej życia, gdy myśli krążyły przerażone, przychodziły wizje.
…Złote loki Kasi rozrzucone na drodze, przerażający zgrzyt hamulców, odlatujące koło czarnego samochodu, potworny huk, eksplozja szkła…Łoskot ten sprawił, że obudziła się owianą grozą. Dźwięk zdawał się oddalać, ale przenikliwy blask rozświetlił już ślepą twarz nocy.
Nie zmrużyła oka do białego rana, próbując przemalować ten obraz. Była tak udręczona, że nie potrafiła się skupić, nie potrafiła dobrać odpowiedniej farby. Ciągle przychodziła ta…czerwona, jak krew…złota jak loki Kasi…czarna jak duży osobowy samochód, który z łoskotem przemieszcza się wprost na dziecko. Nie działają hamulce. Odpada koło.
Siedziała w tępej zadumie, wstrząsana dreszczami i odbijając martwą pustkę swego rozbitego wnętrza. – Nie, nie…nie Kasia… – żebrała, zasłaniając oczy rękoma.
Jak by ją uchronić od tego, co miało się zdarzyć? – myślała gorączkowo. Och, jak bardzo nienawidziła tej wizji i siebie takiej nieporadnej i bezsilnej. Pod opuszczonymi powiekami czuła pulsowanie grozy, wychylającego się języka krwi, które tkwiły mocno i nie sposób było je stąd wyrwać. Pojawiały się zawsze złowrogą wizją, korzystając z każdej chwili słabości, chociaż Bóg jeden wie, jak bardzo starała się je zepchnąć w niepamięć. – Napraw ten cholerny samochód kimkolwiek jesteś ! Napraw go! Dokręć koło! Napraw hamulce…
– Tato, czy możesz mi jakoś pomóc?
Spoglądał na nią z troską w oczach. Nic nie mógł zrobić. Ona też, choć rozpaczliwie szukała światła, bodaj promyka nadziei, nic nie mogła, jak rozpaczliwie malować obrazy różową farbą. Rozmywały się. Dobrze już wiedziała, że przeznaczenie jest jak raz wydany wyrok, a tylko kwestią czasu jest, kiedy pójdzie do realizacji.
Co mogła zrobić, jak tylko zadzwonić do Barbary i upewnić się, że wszystko jest w porządku i z nią i z Kasią?
– Jak się czujesz? A co Kasieńka? – spytała niespokojnie.
– Wszystko ok. – Głos Barbary jednak nie był radosny.
– Wszystko?
– Z Kasią tak, ale Andrzej znowu wyjechał…
– Do Piotrusia?
– Tak…
Anna miała wrażenie, że Baśka płacze. – Mam przyjść do ciebie? – spytała cicho.
– Teraz nie. Wychodzimy z domu. Może innym razem – odpowiedziała stłumionym głosem.
I zrobiło się przykro. Bardzo przykro. – Barbara nie chciała jej widzieć, więc pewnie znowu miała duże kłopoty i wstydziła się tego. I znów taniec myśli szalony. Napraw chłopie ten samochód! Napraw go! Tu, niedaleko jest warsztat! Bo będzie nieszczęście.
Osowiała, usiadła przy oknie spoglądając w chmury. – A ty Waldek, co robisz? Dlaczego nie dajesz znaku życia?
– Mam wrażenie, że coś cię niepokoi? Czy tak, córeczko? Pewnie znowu myślisz o Basi… – Mama Anny bezbłędnie odczytywała jej myśli, przytulając ją do siebie.
– Miałam znów sen. Niedobry sen o Kasi. Tak się o nią boję … czarny samochód, zepsuty…Mamo, ile jest w naszym małym mieście czarnych samochodów? To chyba był duży fiat…Pan Kwiatkowski ma chyba taki samochód?
– Cóż ty opowiadasz dziecko? – zmartwił się ojciec.
– A możesz go zapytać, czy sprawny ten samochód?
– Daj spokój Anulko, to tylko sen…
– Ale możesz go zapytać? Niech odda do warsztatu… tak się boję…
` – Spróbuj zasnąć ze śmiechem. Zepchnąć wszystkie tragedie Basi w przepaść, wyrzucić ten sen nieprawdziwy ze swojego życia i z pamięci. Doskonale to już umiałaś – przekonywał ją. Zaglądnij do podręczników, do ćwiczeń – powiedział niepewnie ojciec. – Idź do kina na dobrą komedię, pośmiej się, bądź poczytaj coś zabawnego. Zaraz coś ci wyszukam, albo nie, opowiem ci kilka nowych kawałów, są świetne. Wieczorem, w łóżku powtórz je sobie, odtwórz w swojej mądrej główce i śmiej się. Dużo się śmiej – przypominał, spoglądając z udawaną wesołością.
On nie potrafił być wesoły, a co dopiero ona? Boże! Jak to zrobić? – myślała w panice. Tak bardzo się przecież stara…I nic!
Te wściekłe myśli atakują jak ogłupiałe. Nie sposób je wyrwać! Jej ciało wypełniła namacalna trwoga, obezwładniająca i dusząca. Zepsuty samochód Kwiatkowskiego, albo inny. Musi to sprawdzić. Musi sprawdzić…”
By dP • DIAGNOZA KULTURY, Nasi Goście i Współpracownicy diagnozują 0 • Tags: diagnosta, diagnoza kultury, KULTURA, powieść, Społeczeństwo